Zwyczaj pielgrzymowania na Jasną Górę
zaczął się od jednego obrazu i jednego wzgórza.
1. Fundacja - 1382 rok
Książę Władysław Opolczyk, namiestnik króla Ludwika Węgierskiego na Rusi, przywiózł z Bełza prastary wizerunek Matki Bożej. W 1382 roku sprowadził na wapienne wzgórze pod Częstochową zakon paulinów z Węgier i ufundował im klasztor.
Dwa lata później, 31 sierpnia 1384 roku, ofiarował im ten obraz do kościoła. Według kronik niedługo potem na Jasną Górę zaczynają przybywać liczni pielgrzymi.
2. Pierwsza pielgrzymka - 1434 rok
W 1430 roku husyci napadli na klasztor i pocięli obraz szablami. Po jego odrestaurowaniu w Krakowie, w uroczystej procesji odniesiono go z powrotem. To wtedy dotarła pierwsza zorganizowana pielgrzymka piesza - w 1434 roku. Ludzie chcieli zobaczyć cudownie ocalony wizerunek.
3. Dlaczego to miejsce stało się "Polską w miniaturze"
• 1655 - Obrona Jasnej Góry. Podczas potopu szwedzkiego klasztor nie dał się zdobyć. Dla Polaków to był cud.
• 1656 - Śluby Jana Kazimierza. Król ogłosił Maryję Królową Polski.
• 1717 - Koronacja. Obraz jako pierwszy poza Rzymem został ukoronowany koronami papieskimi.
Od tego momentu pójście na Jasną Górę to był nie tylko akt religijny, ale i patriotyczny.
Od tego momentu pójście na Jasną Górę to był nie tylko akt religijny, ale i patriotyczny.
4. Skąd sierpniowe piesze pielgrzymki?
Najsłynniejsza i najstarsza z tych, które idą do dziś bez przerwy, to Warszawska Piesza Pielgrzymka. Wyruszyła w 1711 roku jako wotum dziękczynne mieszkańców Warszawy po ustąpieniu epidemii dżumy.
W zaborach, gdy Polski nie było na mapach, władze zaborcze zakazywały pielgrzymek, a ludzie i tak szli. To był jedyny legalny sposób, żeby poczuć się razem. Dlatego mówi się, że tradycja regularnych grupowych pieszych pielgrzymek ma już ponad 400 lat.
A sierpień? Bo dwa wielkie święta maryjne są tuż obok siebie: 15 sierpnia Wniebowzięcie i 26 sierpnia Matki Bożej Częstochowskiej. Rolnicy po żniwach mieli wreszcie chwilę oddechu i ruszali w drogę. Tak zostało do dziś - ponad 55 szlaków, około 350 pielgrzymek rocznie, które wszystkie spotykają się w sierpniu na tym samym placu przed szczytem.
Sierpniowe idą zawsze w upale.
Wychodzili 3 sierpnia, przed świtem. Najpierw słychać było tylko szuranie - stare adidasy, sandały z zaklejoną podeszwą, nowe buty trekkingowe, które po trzech dniach będą przeklinane.
Anka szła pierwszy raz. Miała siedemnaście lat i plecak za duży o jeden rozmiar. Babcia dała jej swój różaniec, drewniany, wytarty od palców, i powiedziała: "Jak cię będą bolały nogi, to przesuwaj paciorki, nie myśl o kilometrach".
Obok niej szedł pan Heniek. Szósty raz. Co roku ten sam kapelusz słomkowy, ta sama koszulka z wyblakłym napisem "Lublin - Jasna Góra 2012". Niósł intencję za żonę, która nie mogła już chodzić. Mówił mało, ale znał wszystkie pieśni na pamięć. Kiedy zaczynali "Czarną Madonnę" pod górkę, jego głos niósł całą grupę.
Dni zlewały się w jeden długi rytm.
Pobudka o 4:30, zimna woda z kranu w remizie. Msza w polu, na rozkładanych krzesłach. Potem asfalt, który parzył przez podeszwy. Potem kurz polnych dróg, który siadał na spoconych łydkach.
Postoje. Pomidory od pani w Kraśniku, która co roku wystawia stół przed dom. Kompot w słoikach. Plastry na pęcherze, które są wymieniane jak święte relikwie. I śmiech. Dużo śmiechu, bo w pielgrzymce bolą nogi, ale głowa nagle jest lekka.
Trzeciego dnia Anka chciała wracać. Usiadła na rowie i płakała, że nie da rady. Pan Heniek usiadł obok. Nie mówił "dasz radę". Wyjął tylko swój różaniec i zaczął szeptać. Po chwili ona dołączyła. Dziesięć Zdrowasiek i znów wstali.
Ostatnie pięć kilometrów to już nie jest marsz. To jest pchanie.
Widać już wieżę. Najpierw mgliście, potem coraz wyraźniej, przebija się przez sierpniową spiekotę. Ktoś zaczyna płakać. Ktoś inny zaczyna biec, choć przez ostatnie 200 kilometrów ledwo szedł.
Na Wałach Jasnogórskich klękają wszyscy naraz. Brudni, spoceni, śmierdzący drogą. Anka patrzy na obraz, którego dotąd znała tylko z babcinych obrazków. I nagle rozumie, po co się szło.
Nie po to, żeby dojść. Po to, żeby przez dziesięć dni nieść wszystko, co ciężkie, na własnych plecach - i móc to w końcu odłożyć.


Komentarze
Prześlij komentarz
Tutaj można wpisywać swoje intencje