Żywot Św. Jana Marii Vianney, prezbitera - Proboszcza z Ars
1. Dzieciństwo w czasie rewolucji
Jan Maria Vianney urodził się 8 maja 1786 roku w Dardilly koło Lyonu, we Francji, jako czwarte z sześciorga dzieci ubogich rolników Mateusza i Marii.
Były to czasy krwawych prześladowań Kościoła podczas Rewolucji Francuskiej. Kościoły zamykano, księży mordowano lub zmuszano do ukrywania się. Mały Janek pierwszą lekcję katechizmu otrzymał potajemnie w kuchni swego domu, a do Pierwszej Komunii Świętej przystąpił w 1799 roku w tajemnicy, w stodole, przy wozie wyładowanym sianem, za zasłoną z płótna. Msza była odprawiana nocą, przy drzwiach zamkniętych na głucho, bo ksiądz był poszukiwany przez władze.
To doświadczenie Kościoła prześladowanego, ale wiernego, odcisnęło się na nim na całe życie. Od dziecka odznaczał się niezwykłą wrażliwością na biedę, umiłowaniem Matki Bożej i pragnieniem zostania księdzem, by ratować dusze.
2. Trudna droga do kapłaństwa
Powołanie dojrzewało powoli i wśród ogromnych przeszkód. Jan był słabego zdrowia, a z powodu rewolucji nie chodził prawie do szkoły. Nie umiał czytać i pisać, gdy miał 17 lat. Dopiero ks. Karol Balley, proboszcz z Écully, dostrzegł w nim iskrę Bożą i wziął go na prywatne nauki.
Był jednak uważany za zupełnie niezdolnego do nauki. Łaciny nie mógł się nauczyć za żadne skarby. W seminarium w Lyonie profesorowie mówili o nim: "bardzo pobożny, ale bez żadnej wiedzy". Został wydalony z seminarium.
Powołany do wojska Napoleona, zachorował i został uznany za dezertera. Musiał się ukrywać.
Dopiero wstawiennictwo ks. Balley u wikariusza generalnego sprawiło, że dopuszczono go do egzaminów. Odpowiadał po francusku, nie po łacinie, a egzaminator, wzruszony jego dobrocią i wiedzą katechizmową, miał powiedzieć: "Ten młodzieniec jest pobożny jak anioł, będzie proboszczem".
13 sierpnia 1815 roku, w wieku 29 lat, w katedrze w Grenoble, Jan Maria Vianney przyjął święcenia kapłańskie.
3. Ars - wioska zapomniana przez Boga
Po trzech latach jako wikariusz w Écully, w lutym 1818 roku został posłany jako proboszcz do Ars-en-Dombes. Była to wówczas maleńka, biedna wioska licząca 230 mieszkańców, zaniedbana moralnie i religijnie. Karczmy były pełne, kościół pusty. Ludzie pracowali w niedzielę, bluźnili, nie znali podstaw wiary.
Młody proboszcz zrozumiał, że nie przekona ich kazaniami. Zaczął od surowej pokuty za swoich parafian. Sypiał na gołej podłodze, jadał dwa, trzy zgniłe ziemniaki dziennie, które sam sobie gotował raz w tygodniu. Biczował się do krwi. Mówił: "Parafia nie nawróci się bez tego".
Całe dnie spędzał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, odprawiał długie adoracje. Odrestaurował kościół, zadbał o piękno liturgii, założył szkółkę dla sierot i przytułek "La Providence" dla ubogich dziewcząt. Sam odwiedzał wszystkich, od chaty do chaty, z cierpliwością i dobrocią. Powoli Ars zaczęło się zmieniać.
4. Męczennik konfesjonału
Największym dziełem jego życia stał się konfesjonał.
Sława świętego proboszcza, który czyta w sumieniach, rozeszła się po całej Francji około 1830 roku. Do Ars zaczęły przybywać tłumy. Najpierw kilkadziesiąt, potem kilkaset, a w ostatnich latach życia - nawet 100 tysięcy pielgrzymów rocznie.
Od 1830 do śmierci w 1859 roku spowiadał po 16-18 godzin dziennie. Zimą zaczynał o 1 w nocy, latem o 2. Nie wychodził z konfesjonału, nie jadł, nie odpoczywał. Ludzie czekali w kolejce po kilka dni.
Bóg obdarzył go niezwykłymi charyzmatami: czytaniem w duszach, proroctwem, poznawaniem grzechów zatajonych na spowiedzi. Potrafił powiedzieć przybyszowi: "Przyjacielu, zapomniałeś wyznać grzech z tamtego czwartku, na jarmarku w Lyonie". Miał dar uzdrawiania i rozmnażania żywności dla sierot.
Przez 35 lat toczył też straszliwą, bezpośrednią walkę z szatanem, który nie znosił nawróceń w Ars. Diabeł nękał go nocami, hałasami, podpalał mu łóżko, szarpał, krzyczał, że jeśli jest trzech takich jak on na ziemi, jego królestwo upadnie. Proboszcz nazywał go z humorem "grappin" - czyli "chwytaczem".
5. Śmierć i chwała
Wyczerpany pokutą i pracą, zmarł 4 sierpnia 1859 roku, mając 73 lata, po słowach: "Jak dobrze jest umierać, gdy się żyło przy Krzyżu". Na jego pogrzeb przybyło ponad tysiąc księży i biskupów i tłum wiernych.
Beatyfikowany w 1905 roku przez św. Piusa X, kanonizowany 31 maja 1925 roku przez Piusa XI. W 1929 roku ten sam papież ogłosił go patronem wszystkich proboszczów na całym świecie.
Jego nienaruszone ciało spoczywa do dziś w bazylice w Ars, w szklanej trumnie. Można zobaczyć jego twarz, jakby spał.
Co nam mówi dziś Proboszcz z Ars?
Św. Jan Maria Vianney zostawił po sobie nie księgi teologiczne, ale jedno zdanie, które jest programem dla każdego kapłana:
"Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego."
I drugie, dla każdego wiernego:
"Nie ma złych kapłanów. Są tylko tacy, za których za mało się modlono."
Jest dowodem na to, że świętość nie wymaga wielkich talentów, ale wielkiej miłości. Był najsłabszym uczniem w seminarium i stał się największym spowiednikiem XIX wieku.
Jego wspomnienie liturgiczne Kościół obchodzi 4 sierpnia.

Komentarze
Prześlij komentarz
Tutaj można wpisywać swoje intencje