Legenda o św. Filomenie
Dawno temu, w czasach gdy w Rzymie panował cesarz Dioklecjan, żyła w Grecji, na wyspie Korfu, mała księżniczka o imieniu Filomena.
Jej rodzice byli poganami i królami wyspy. Przez wiele lat nie mogli mieć dziecka, więc składali ofiary swoim bogom. Wreszcie spotkali chrześcijanina, lekarza z Rzymu o imieniu Publiusz, który powiedział im o jedynym, prawdziwym Bogu. Król i królowa uwierzyli, ochrzcili się i wkrótce potem Bóg dał im córkę. Nazwali ją Filomena, co znaczy "umiłowana światła" - bo narodziła się w świetle wiary.
Dziewczynka od najmłodszych lat była niezwykła. Miała 13 lat, gdy wraz z rodzicami pojechała do Rzymu, by prosić cesarza Dioklecjana o pokój dla swojej wyspy. Dioklecjan był wtedy najpotężniejszym człowiekiem na ziemi, okrutnym i dumnym.
Gdy tylko zobaczył Filomenę, osłupiał z zachwytu nad jej urodą.
• Oddaj mi swoją córkę za żonę, a dam twojemu królestwu pokój i połowę mego imperium - powiedział do jej ojca.
Ojciec spojrzał na córkę z nadzieją, ale Filomena wystąpiła naprzód i cicho, lecz odważnie odpowiedziała:
• Nie mogę, cesarzu. Moje serce i moje dziewictwo oddałam już dawno innemu Królowi - Jezusowi Chrystusowi. Jemu jednemu ślubowałam wierność.
Dioklecjan najpierw próbował ją przekupić klejnotami, jedwabiami i obietnicą korony cesarzowej. Potem zaczął grozić. A gdy widział, że nic nie pomaga, kazał ją wtrącić do ciemnego więzienia.
Przez 37 dni Filomena była w lochu. Mówi legenda, że wtedy dwukrotnie ukazała jej się sama Królowa Nieba, Maryja, z Dzieciątkiem na ręku, pocieszając ją i mówiąc: "Wytrwaj, córko moja, jeszcze trzy dni, a opuścisz więzienie i pójdziesz królować ze mną na wieki".
Po 37 dniach cesarz kazał ją wychłostać i odprowadzić z powrotem do celi, myśląc, że ból ją złamie. Ale rany Filomeny zostały cudownie uleczone przez aniołów.
Wtedy Dioklecjan wpadł w furię. Kazał przywiązać ją do kotwicy i wrzucić do Tybru, by utonęła. Legenda mówi, że aniołowie przecięli sznur i wynieśli ją na brzeg, a kotwica spoczęła na dnie rzeki.
Cesarz kazał więc przebić ją strzałami. Łucznicy strzelali, ale strzały nie mogły jej dosięgnąć - w locie zawracały i raniły samych łuczników. Innym razem ogień z łuków gasł, a strzały spadały u jej stóp.
Wreszcie, widząc, że nie może jej pokonać ani siłą, ani cudami, Dioklecjan kazał ściąć ją mieczem. Był piątek, 10 sierpnia, godzina trzecia po południu - ta sama, o której umarł jej Umiłowany.
Miała zaledwie 13 lat.
Jej ciało pochowano potajemnie w katakumbach św. Pryscylli w Rzymie. I tam spoczywała zapomniana przez ponad 1500 lat, aż w 1802 roku robotnicy odkryli jej grób. Na kamiennych płytach był napis: LUMENA PAX TE CUM FI - "Pokój z Tobą, Filomeno". Obok znajdowały się symbole: kotwica, trzy strzały, palma męczeństwa i lilia.
Gdy jej relikwie przewieziono do Mugnano we Włoszech, zaczęły dziać się cuda. Niewidomi odzyskiwali wzrok, chromi chodzili, a najbardziej zatwardziali grzesznicy płakali i wracali do Boga.
Dlatego św. Filomena, choć jej historia zaginęła na wieki, nazywana jest "córką światła", "wielką cudotwórczynią XIX wieku" i patronką dzieci, dziewic, młodzieży i spraw beznadziejnych - bo pokazuje, że nawet najmniejsze światło jest silniejsze niż całe imperium ciemności.

Komentarze
Prześlij komentarz
Tutaj można wpisywać swoje intencje