Muszla, szubienica i kogut.
Najdziwniejsza historia św. Jakuba
Jakub od zawsze był niecierpliwy. Kiedy Jezus powiedział, że idą do Jerozolimy, Jakub już liczył, kto będzie siedział po prawej, a kto po lewej. Kiedy Samarytanie nie chcieli ich przyjąć na nocleg, to właśnie Jakub, Syn Gromu, syknął do Jezusa:
"Panie, chcesz, to powiemy, żeby ogień z nieba spadł i ich spalił?"
Jezus tylko spojrzał i powiedział: "Nie wiecie, jakiego ducha jesteście".
Z takim charakterem wyruszył potem na koniec świata. Bo po Zesłaniu Ducha Świętego Apostołowie rzucili losy, dokąd kto ma iść. Jakubowi wypadła Hiszpania. Finis Terrae. Dalej już tylko ocean i potwory z map.
Szła o nim legenda, że szedł i szedł, ale nikt go nie chciał słuchać. Hiszpanie patrzyli na niego jak na wariata. Wracał więc smutny brzegiem rzeki Ebro, pod Saragossą, i wtedy - według podania - zobaczyła go Maryja, jeszcze żyjąca w Jerozolimie, stojąca na kamiennym filarze. Powiedziała: "Jakubie, nie zniechęcaj się. Wróć do Jerozolimy. Twój kielich już czeka. A tutaj, na tym filarze, ludzie będą mnie czcić."
Jakub wrócił. I faktycznie, Herod kazał go ściąć. Pierwszy z Dwunastu.
I tu mogłaby się skończyć historia o niecierpliwym rybaku.
Ale zaczęła się druga. Najciekawsza.
Uczniowie włożyli jego ciało do kamiennej łodzi bez wioseł i steru. I ta łódź sama przepłynęła całe Morze Śródziemne i dopłynęła z powrotem do Hiszpanii, do Galicji. Tam go pochowano. A potem Rzym upadł, przyszli barbarzyńcy, przyszli Maurowie i wszyscy o grobie zapomnieli na 800 lat.
Aż pewnego razu w IX wieku pewien pustelnik zobaczył nad wzgórzem deszcz gwiazd. Campus Stellae - Pole Gwiazdy. Poszedł tam z biskupem i odkopali grób z napisem: "Tu leży Jakub, syn Zebedeusza". Tak powstało Santiago de Compostela.
I od tamtej pory zaczęli tam ciągnąć pielgrzymi. Jedną z takich rodzin byli Niemcy. Ojciec, matka i młody syn, idący do grobu Jakuba dziękować za życie.
Zatrzymali się w gospodzie w miasteczku Santo Domingo de la Calzada. A córka karczmarza zakochała się w tym chłopaku od pierwszego wejrzenia. On jej odmówił. Był pobożny, szedł do świętego. Dziewczyna ze złości i odrzucenia podrzuciła mu do worka srebrny kubek karczmarza i krzyknęła: "Złodziej!"
Chłopaka złapano. Sąd był szybki. Powieszono go następnego ranka za kradzież. Rodzice musieli iść dalej, płacząc. Co mieli zrobić?
Po miesiącu wracali tą samą drogą. Matka nie mogła nie podejść pod szubienicę, gdzie wisiało ciało jej syna. I wtedy usłyszała szept:
"Mamo... nie płacz. Żyję. Święty Jakub podtrzymuje mnie pod nogami od 30 dni."
Pobiegli do sędziego, który właśnie jadł obiad. Sędzia roześmiał się i powiedział: "Wasz syn żyje tak samo jak ten kogut i ta kura na moim talerzu!"
I w tej samej sekundzie pieczony kogut i kura na jego talerzu podniosły się, zaczęły piać i trzepotać skrzydłami.
Sędzia pobladł. Pobiegł pod szubienicę. Odcięli chłopaka. A na jego szyi nie było nawet śladu sznura.
Od tamtej pory w katedrze w Santo Domingo de la Calzada, na szlaku Camino, do dziś w klatce trzymane są żywy biały kogut i kura. Na pamiątkę tego, że Jakub, który kiedyś chciał spalać ogniem nieprzyjaznych ludzi, nauczył się ich podtrzymywać, gdy już wiszą.
Bo to jest cała przemiana Syna Gromu.
Najpierw chciał ściągać ogień na innych.
Na końcu sam stał się tym, który nie pozwala, by ktoś spadł.
I dlatego pielgrzymi do dziś noszą muszlę. Bo muszla ma wiele rowków, ale wszystkie zbiegają się w jednym miejscu. Jak drogi Camino. Jak nasze życiowe drogi. Wszystkie, choć kręte, schodzą się w jednym punkcie.
W grobie w Composteli.

Komentarze
Prześlij komentarz
Tutaj można wpisywać swoje intencje