Przejdź do głównej zawartości

Historia NMP Matki Świętej Nadziei

 

Historia NMP Matki Świętej Nadziei  

Opowieść o tym, skąd wzięła się nadzieja, której nie gasi nawet największa ciemność

W małym miasteczku , gdzie rzeka leniwie toczy swoje wody, żyła wdowa Anna. Miała troje dzieci i jeden różaniec – przetarty od ciągłego przesuwania paciorków. To był rok, w którym grad wybił pola, mąż nie wrócił z lasu, a najmłodszy syn przestał mówić po ciężkiej gorączce. Ludzie szeptali: „Tu już tylko rozpacz mieszka”. 

Pewnej listopadowej nocy, gdy wiatr tłukł okiennicami, Anna wyszła przed dom. Nie miała już słów na modlitwę. Patrzyła tylko w czarne niebo i szeptała: „Jeśli gdzieś jesteś, Matko...”. 

I wtedy zobaczyła światło. Nie oślepiające, nie jak błyskawica. Ciepłe, jakby ktoś zapalił lampę w oknie, na które czekała całe życie. W tym świetle stała Kobieta. Bosa, w płaszczu koloru dojrzałego zboża, a w dłoniach trzymała nie Dzieciątko, lecz... pustą kołyskę. 

„Boisz się pustki” – powiedziała Kobieta głosem, który Anna znała z kołysanek swojej mamy. „Ja też trzymałam pusty grób w Wielką Sobotę. Ale pustka nie jest końcem. Jest miejscem na cud”.

Anna rozpłakała się pierwszy raz od pogrzebu męża. „Nie mam już nadziei” – wyszeptała.  

Maryja postawiła kołyskę na ziemi między nimi. Z jej płaszcza wysunął się kłos pszenicy – suchy, połamany gradem. Położyła go w kołysce.  

„Nadzieja to nie pewność, że będzie dobrze. Nadzieja to pamięć, że Bóg potrafi wyprowadzić życie nawet z tego, co martwe. Popatrz”.

Dotknęła kłosa. A on w jednej chwili zazielenił się, wypuścił nowe ziarna. Nie wszystkie. Trzy. Dla każdego z dzieci Anny.  

„Będę odtąd Matką Świętej Nadziei” – powiedziała. „Nie tej, która obiecuje, że burzy nie będzie. Tylko tej, która stoi z tobą w burzy i szepcze: Przeczekamy. Ja już to przeszłam. Od krzyża do poranka zmartwychwstania”.

O świcie sąsiadki znalazły Annę śpiącą na progu, z trzema zielonymi kłosami w dłoniach. Od tamtej pory w mieście tym mówią, że gdy ktoś traci siły, wystarczy spojrzeć na obraz w bocznej kaplicy. Maryja ma tam płaszcz jak dojrzewające zboże i trzyma pustą kołyskę. Bo Matka Świętej Nadziei to Ta, która uczy nas czekać. Nie bezczynnie – ale z wiarą, że nawet gdy w rękach mamy tylko połamany kłos, Bóg widzi w nim przyszły chleb.

Najmłodszy syn Anny przemówił w pierwszą Wigilię po tym spotkaniu. Pierwsze słowo brzmiało: „Mamo”. Drugie: „Już”. 

Trzy kłosy, trzy drogi  

1. Najstarszy syn, Jakub  

Wziął jeden zielony kłos i posadził go na ugorze za domem. Sąsiedzi pukali się w czoło: „Na kamieniach siejesz?”. Po roku ugór dał pszenicę, a Jakub został młynarzem. Do dziś  mówią, że chleb z jego mąki nigdy nie pleśnieje. Nadzieja nauczyła go, że czasem trzeba siać tam, gdzie inni widzą tylko ruinę.

 2. Córka, Rut  

Drugi kłos wplotła we włosy w dniu ślubu. Mąż zginął po trzech latach. Została sama z niemowlęciem. Gdy przyszła do kaplicy Matki Świętej Nadziei, usłyszała w sercu: „Kołyska jest pusta, ale Ja jestem”. Została akuszerką. Przyjęła na świat pół miasta. Mówiła rodzącym: „Bój się, płacz, ale pamiętaj – po nocy zawsze jest ranek”. 

 3. Najmłodszy, Janek – ten, który odzyskał mowę  

Trzeci kłos nosił w woreczku na szyi. Wyjechał , został zakonnikiem. W czasie zarazy  to on wynosił umarłych z domów. Ludzie pytali: „Skąd masz siłę?”. Wyciągał zasuszony kłos: „Bo wiem, że śmierć nie ma ostatniego słowa. Widziałem to u Mamy”. Wrócił po latach i namalował obraz – Maryja w płaszczu jak zboże, z pustą kołyską. Powiesili go w bocznej kaplicy. 

A Anna?  

Dożyła sędziwego wieku. Kiedy umierała, trzymała różaniec – ten sam, przetarty. Poprosiła dzieci: „Nie módlcie się, żebym nie cierpiała. Módlcie się, żebym umiała czekać – tak jak Ona czekała pod krzyżem. Bo ja już wiem: kołyska jest pusta tylko na chwilę”.

Od tamtej pory , gdy ktoś przechodzi przez ciemność, sąsiadki przynoszą mu trzy rzeczy: bochenek chleba, różaniec i mały, zasuszony kłos. I mówią: „To od Matki Świętej Nadziei. Przeczekamy razem”.

Komentarze

  1. PRZEPIEKNA OPOWIESC O MATCE SWIETE NADZIEI...MATKO SWIETA TYRZYMA NAS W SWOICH DLONIACH SZCZEGOLNIE DZIECI I WNKI.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Tutaj można wpisywać swoje intencje