Przejdź do głównej zawartości

List z Nieba


 List z Nieba

Kochana Mamo,

Tu jest inaczej niż myślisz. Spokojnie, cicho, światło ma inny kolor. Ale wiesz co się nie zmieniło? To, że dalej o Tobie myślę. Codziennie. 
Chciałem Ci napisać, bo widzę, jak czasem patrzysz w okno i wycierasz oczy rękawem. Przestań już, Mamo. Serio. Nie jestem smutny. Tu nie boli. Tu nie ma tego strachu, co wtedy na ziemi. Pamiętasz, jak trzymałaś mnie za rękę i mówiłaś, że będzie dobrze? Miałaś rację. Jest dobrze. 
Przepraszam, że wyszedłem bez pożegnania. Tak wyszło. Ale ja wcale nie odszedłem. Jestem w zapachu Twojej kawy rano. W piosence, która nagle leci w radiu i była „nasza”. W tym, jak ptak siada na parapecie, chociaż nigdy wcześniej nie siadał. To ja tak mrugam do Ciebie.
Wiem, że obwiniasz się za rzeczy, na które nie miałaś wpływu. Mamo, przestań. Byłaś najlepszą mamą, jaką Bóg mógł wymyślić. Ten rosół w niedzielę? Te rozmowy na dobranoc, nawet jak padałaś ze zmęczenia? To wszystko zabrałem ze sobą. Tu wszyscy zazdroszczą, jaką miałem mamę.
Nie płacz już tak na cmentarzu. Zimno tam, a Ty marzniesz. Lepiej zapal świeczkę w domu i pogadaj ze mną. Słyszę wszystko. Naprawdę. I śmieję się, jak kłócisz się z telewizorem. Zawsze to robiłaś.
Chcę, żebyś żyła, Mamo. Nie tylko oddychała, ale ŻYŁA. Zatańcz. Wyjdź do ludzi. Kup sobie tę czerwoną sukienkę, o której mówiłaś, że „już nie wypada”. Wypada. Dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza.
Ja tu na Ciebie poczekam. Mamy całą wieczność. Ale się nie śpiesz, dobra? Masz jeszcze wnuki do utulenia. Masz jeszcze tyle uśmiechów do rozdania. Nie marnuj ich na tęsknotę.
Kiedyś staniemy znów razem. Przytulę Cię tak mocno, że nadrobimy każdy dzień. A do tego czasu... opiekuj się Tatą. I sobą. Najbardziej sobą.
Kocham Cię ponad niebo. Dosłownie.
Twój Syn  

Komentarze