poniedziałek, 2 czerwca 2014

Myśli św. Josemarii Escrivy




Kiedy jesteś chory, ofiaruj z miłością swoje cierpienia, a one zamieniają się w kadzidło, które unosi się ku czci Bożej i które cię uświęca.

Nie uskarżaj się, kiedy cierpisz. Szlifuje się tylko taki kamień, który jest wartościowy.
Chrześcijanie!. Macie obowiązek być przykłądem we wszystkich dziedzinach życia, również jako obywatel, w wypełnianiu praw zwróconych ku wspólnemu dobru.
Modlitwa chrześcijanina nigdy nie jest monologiem.
Pogodny, o zrównoważonym charakterze, z niezłomną wolą, głęboką wiarą i żarliwą pobożnością: oto niezbywalne cechy dziecka Bożego.
W życiu chrześcijanina „wszystko” winno być dla Boga: również pokonywanie słabości osobistych, które Pan rozumie i wybacza.
Zwycięstwo chrześcijajnina tkwi w Krzyżu, w wyrzeczeniu się siebie, ponieważ przez to pozwala, by działała Wszechmoc Boża.
Większa płynie chwała dla Pana z ofiary twoich talentów, niźli z ich próżnego użycia.
Ćwicz się w cnocie i nadziei – i choćby wiele cię to kosztowało, z miłości do Boga bądź wytrwały w swojej pracy dobrze spełnianej, z przekonaniem, że twój wysiłek nie jest bezużyteczny w oczach Pana.
Prawdziwa cnota nie jest ani smutna ani antypatyczna, ale kochana i wesoła.
Czystość intencji polega na szukaniu „jedynie i we wszystkim” chwały Boga.
Aspiracja: niech będę dobry, a wszyscy inni lepsi ode mnie.
Twoja doskonałość polega na tym, abyś doskonalił się w miejscu, zawodzie i stanowisku, wyznaczonym ci przez Boga.
Pług, który orze ugór i czyni bruzdy, nie widzi ani nasienia, ani owocu.
Kochać Boga, a nie szanować kapłanów – to wykluczone.
Kiedy spadnie na ciebie silny cios, jakiś krzyż, nie powinieneś sie martwić. Wprost przeciwnie winieneś dziękować Panu z radosnym obliczem.
Miejmy odwagę zyć jawnie i stale zgodnie z naszą świętą wiarą.
Wzrastaj w męstwie w obliczu przeszkód. – Łaski Pańskiej ci nie zabraknie.
Miłosierdzie polega nie tyle na „dawaniu”, ile na „zrozumieniu”.
Ześlij mi Panie taką miłość, z jaką chcesz być przeze mnie kochany.
Szczere postanowienie: umilać i ułatwiać drogę innym, gdyż życie już nadto niesie z sobą goryczy.
Bóg kocha nas nieskończenie więcej, aniżeli ty sam kochasz samego siebie… Pozwól Mu więc, aby od ciebie wymagał!
Pan nie ograniczył się do powiedzenia nam, że nas kocha, lecz udowodnił to nam swymi czynami, całym swoim zyciem. A ty?
Modlitwa – pamiętaj o tym – nie polega na pięknej mowie, na górnolotnych zdaniach, bądź słowach, które przynoszą pocieszenie. Modlitwa jest czasem spojrzeniem na obraz Pana lub Jego Matki; innym razem to prośba słowna; kiedy indziej jest ofiarowaniem dobrych uczynków, owoców wierności.
Nie zapominaj modlitw dziecinnych, których być może, nauczyły cię usta twej matki. Powtarzaj je codziennie z prostotą, jak dawniej.
Święty różaniec jest potężną bronią. Używaj jej z ufnością, a zadziwią cię wyniki.
Świat podziwia jedynie ofiarę wystawioną na pokaz, ponieważ nie zna wartości ofiary ukrytej i cichej.
Żyj w wielkiej zażyłości ze swoim Aniołem Stróżem. Traktuj go jak najlepszego przyjaciela – bo nim jest – a on odda ci wiele usług w sprawach codziennych.
Być posłusznym zawsze i wszędzie, to jakby przyjąć na siebie męczeństwo, które czyni z ciebie męczennika bez śmierci.
Należy być posłusznym ustami, sercem i umysłem. – Należy być posłusznym nie człowiekowi lecz Bogu.
Heroizm pracy polega na wykonaniu do końca każdego zadania.
Nie bój się nigdy powiedzieć prawdy, nie zapominając, że czasami lepiej jest zamilczeć, z miłością bliźniego. Lecz nie milcz nigdy z powodu niedbalstwa, wygodnictwa lub tchórzostwa.
Nie obawiaj się prawdy, choćby ta prawda miała spowodować twoją zgubę.
Jeśli nastaną przeciwnosci, możesz być pewien, że to próba miłości Ojca, którą zywi do ciebie Pan.
Prawdziwa przyjaźń zakłada także serdeczny wysiłek, żeby zrozumieć przekonania naszych przyjaciół, nawet gdybyśmy nie potrafili ich podzielić ani przyjąć.
Gdy wszystko idzie dobrze, radujmy się, błogosławiąc Boga w dziękczynieniu. Gdy idzie źle? Radujmy się, błogosławiąc Boga, gdyż dopuszcza nas do swego słodkiego Krzyża.
Radość chrześcijańska nie jest uczuciem fizjologicznym: jej podstawa jest nadprzyrodzona i jest silniejsza niż choroba i przeciwności.
Kiedy tracisz spokój i stajesz się nerwowy, to jakbyś odebrał rozum swojemu rozumowi. W takich chwilach słyszy się słowa Nauczyciela zwrócone do Piotra, który tonie w wodach swojego niepokoju i swoich nerwów: „Czemu zwatpiłeś”.
Nie można oddzielać religii od życia – ani w myśli, ani w codziennej rzeczywistości.
Nawrócenie jest sprawą chwili; uświęcenie jest dziełem całego życia.
Wielka świętość polega na codziennym wykonywaniu drobnych obowiązków.
Wiara jest pokorą rozumu, który wyrzeka się własnego kryterium  i poddaje się orzeczeniom i autorytetowi Kościoął.
„To jest wasza godzina i panowanie ciemności” – A zatem, grzeszny człowiek ma swoją godzinę.? – Tak… a Bóg swoją wieczność.
Zapytaj sam siebie po kilka razy w ciągu dnia: czy w tej chwili robię to co powinienem?
Bóg wywższa tych, którzy spełniają Jego wolę nawet w tym, czym ich poniża.
Bądź wytrwały w modlitwie. Bądź wytrwały, choćby twój wysiłek wydał ci się daremny. Modlitwa jest zawsze owocna.
Czy nie ożywia twej duszy pragnienie, aby Bóg Ojciec uradował się w chwili, gdy staniesz przed Jego sądem?
                                                                     

Myśli św. Katarzyny ze Sieny



+++

Powinniśmy robić podobnie, kiedy jesteśmy niscy, kiedy mamy wąskie serce i mało miłości: trzeba wspiąć się na drzewo przenajświętszego krzyża i wtedy  ujrzymy, dotkniemy Boga. Tam znajdziemy ogień Jego niewysłowionej miłości, która popchnęła Go aż do zgorszenia krzyża, która Go wywyższyła i napełniła Go żywym głodem i  pragnieniem czci Ojca oraz naszego zbawienia... Jeśli pragniemy, jeśli nasze zaniedbania nam w tym nie przeszkodzą, możemy - wspinając się na drzewo krzyża, wypełnić w nas to słowo, które wyszło z ust Prawdy: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystko do siebie” (J 12,32 Wlg). Bowiem kiedy dusza tak się wznosi, widzi korzyści dobroci i mocy Ojca..., widzi łaskawość i obfitość Ducha Świętego, to znaczy, tej niewytłumaczalnej miłości, która przytrzymuje Jezusa na drzewie krzyża. Gwoździe i więzy nie mogłyby go tam zatrzymać - jedynie miłość... Wejdź na to przenajświętsze drzewo, gdzie znajdują się dojrzałe owoce wszelkich cnót, które wydaje ciało Syna Bożego, biegnij z zapałem. Pozostań w świętej i słodkiej miłości Bożej. Słodki Jezu, Jezu - miłość.

+++

O Chryste ukrzyżowany, my byliśmy tą ziemią, w którą został zatknięty sztandar Twojego krzyża: my byliśmy naczyniem dla przyjęcia Twojej krwi, która spływała z krzyża na ziemię... ziemia nie mogła utrzymać prosto krzyża; byłaby nawet odmówiła tej niesprawiedliwości; ani gwóźdź nie wystarczał, by utrzymać Cię zranionym i przybitym do krzyża, gdyby niewysłowiona miłość, jaką pałałeś dla naszego zbawienia, nie była Cię przytrzymała. Tak więc płomienna miłość dla chwały Ojca i naszego zbawienia trzymała Cię [na krzyżu]...
Jeśli znam i poślubiam tę prawdę, znajdę we krwi Twojej, o Chryste, łaskę, bogactwo i życie łaski, znajdę okrycie dla mojej nagości, szatę ślubną płomiennej miłości, skropioną i przetykaną krwią i ogniem, a Ty tę krew z miłości wylałeś i zjednoczyłeś z Bogiem.
O Chryste ukrzyżowany, spraw, abym we krwi Twojej... karmiła się miłosierdziem; przez krew niech ustanie ciemność i niech kosztuję światłości, przez krew bowiem pozbędę się chmury miłości własnej i niewolniczego lęku sprawiającego cierpienie, a zdobędę świętą bojaźń i pewność Bożej miłości, którą znajdę we krwi. Lecz kto nie stanie się miłośnikiem tej Prawdy... pozostanie w ciemnościach i odarty z szaty łaski... Nie z braku Twojej krwi, lecz ponieważ pogardził krwią i jakby zaślepiony miłością własną, nie widział i nie poznał Prawdy krwi.
Spraw, abym się zanurzyła więc we krwi Twojej, o Chryste, który mnie kąpiesz we krwi i odziewasz krwią. Jeśli będę niewierną, ochrzcij mnie we krwi; jeśli szatan zaciemni oko mojego rozumu, obmyj krwią moje oko; jeśli stanę się niewdzięczną z powodu darów niedocenionych, uczyń mnie wdzięczną we krwi... Spraw, niechaj przez żar krwi ustanie oziębłość; a przez światło krwi niechaj ustąpi ciemność, abym się stała oblubienicą Prawdy (św. Katarzyna ze Sieny)
.

Bł. Karolina Kózkówna






"Kiedy najeźdźcy, jak wzburzona fala, 
Jej wieś zalali, w las uprowadzona 
Zginęła z ręki dzikiego Moskala 
Po krwawej walce śmiertelnie raniona.
 Droższą niż życie była dla niej cnota, 
Gdy w jej obronie stoczyła bój z wrogiem. Milszą śmierć sroga niż grzechu sromota, 
Więc męczennicą stanęła przed Bogiem". 







Modlitwa za wstawiennictwem Bł. Karoliny Kózkówny

Najłaskawszy Boże, który sprawiłeś że młoda dziewczyna poświęciła swoją czystość wyłącznie Tobie przez ofiarę ze swojego życia ginąc z rąk nieprzyjaciela, spraw, prosimy, abyśmy za Jej wstawiennictwem umieli podejmować codziennie walkę z pokusami, Wzbudź w nas mocne postanowienie życia czystego i szlachetnego. Spraw łaskawie, byśmy umieli rozpoznać swoje powołanie i naśladować cnoty błogosławionej Karoliny a spełniając Twoją wolę oczyszczali swoje intencje i przez zachowanie czystości ciała i duszy służyli Tobie z radością.

       Niech Twoja łaska broni nas od wszelkich napaści nieprzyjaciół Kościoła. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
       Ojcze nasz... Zdrowaś... Chwała Ojcu...





niedziela, 1 czerwca 2014

Grzechy przeciw Duchowi Świętemu II



Grzechy przeciw Duchowi Świętemu
Według katechizmu wyróżniamy 6 grzechów przeciw Duchowi Świętemu. Pan Jezus powiedział, że ten rodzaj grzechu jest szczególnie niebezpieczny, bo sprowadza na duszę stan zatwardziałości, która czyni ją niezdolną do przyjęcia Bożego przebaczenia. Przyjrzyjmy się zatem bliżej grzechom przeciw Duchowi Świętemu.

1. Grzeszyć zuchwale w nadziei Miłosierdzia Bożego.

To pierwszy z grzechów przeciw Duchowi Świętemu, tak jak podają nasze popularne katechizmy. Bywają tacy ludzie, którzy mówią: "Dlaczego mam pokutować w tak młodym wieku? Jak się zestarzeję, to się będę dużo modlił, a Pan Bóg jest miłosierny, to mi na pewno wybaczy". I tak bardzo często dopuszczają się bardzo ciężkich grzechów, w nadziei, że Pan Bóg im wybaczy, bo jest miłosierny.

Nie wolno jednak zapominać, że Bóg jest także sprawiedliwy, bo za dobre wynagradza, a za złe karze. Żaden dobry uczynek nie pozostaje bez nagrody i żaden zły bez kary.

Grzeszyć, dlatego, że Bóg jest miłosierny, jest równoznaczne z ubliżaniem Mu i lekceważeniem Jego dobroci.

2. Rozpaczać albo wątpić o łasce Bożej.

Ktoś na przykład nie chce dać się skłonić do pokuty za grzechy, bo uważa, że dla niego nie ma już litości. Stan taki nazywamy rozpaczą. Jako że grzech ten zamyka drogę do zbawienia, jest grzechem przeciw Duchowi Świętemu. Tak samo jest, gdy ktoś dobrowolnie wątpi, że łaska Boża może go ocalić.

3. Sprzeciwiać się uznanej prawdzie chrześcijańskiej.

Są tacy ludzie, którzy oszukują swoje sumienie. Mówią np. "Ja w Boga wierzę, nikomu nic złego nie robię, wierzę w to, czego uczą w Kościele, ale za nic nie uwierzę, by Bóg mógł być tak surowy, żeby mnie karać za to, że żyję bez ślubu". Jeśli ktoś utwierdza się w takim stanie, przeżyje całe życie w grzechu śmiertelnym i w końcu umrze bez pokuty i żalu. Wiadomo, że śmierć w takim stanie oznacza potępienie wieczne.

4. Bliźniemu Łaski Bożej nie życzyć lub zazdrościć.

W Starym Testamencie mamy przykład króla Saula, który zazdrościł Dawidowi łaski i upodobania Bożego. Zazdrościł do tego stopnia, że usiłował go zabić. Tymczasem łaska Boża jest dobrowolnym Bożym darem i powinniśmy być wdzięczni Bogu, że Swoich łask użycza nam i naszym bliźnim.

5. Przeciwko zbawiennym natchnieniom mieć zatwardziale serce.

Przypuśćmy, że ktoś popadł w grzechy śmiertelne. Brnie z jednego grzechu ciężkiego w drugi. Ale Boże miłosierdzie chce go ratować, bo może ktoś modli się za niego. Pan Bóg przypomina wtedy takiemu grzesznikowi o nagrodzie i karze wiecznej, czasem stawia na jego drodze kogoś, kto go wzywa do opamiętania. Wszystko na próżno. Grzesznik taki prawie siłą tłumi w sobie myśli o Bogu i życiu wiecznym, bo na przykład chce zaimponować swojemu bezbożnemu towarzystwu albo boi się, że będzie musiał zrezygnować z popełniania takiego czy innego grzechu, do którego już jest mocno przywiązany.

Zresztą powody mogą być różne. Jednak uporczywe odrzucanie myśli o pokucie, prowadzi do zatwardziałości sumienia i w efekcie do śmierci w grzechu śmiertelnym.

6. Odkładać pokutę aż do śmierci.

Iluż to się zawiodło i przegrało swoje życie na wieki, bo liczyli na to, że dopóki śmierć jest daleko, to można grzeszyć. "Jak śmierć będzie blisko, to się nawrócę" - mówili sobie. A tymczasem śmierć przyszła niespodziewanie, wcale nie czekała na starość ani chorobę. Pomyślmy, iluż to ludzi wychodzi rano w zdrowiu ze swego domu, by do niego już nigdy nie wrócić. Śmierć przychodzi nagle i niespodziewanie: zawał serca, wylew krwi do mózgu, wypadek... Przyczyn może być mnóstwo. Jakże bardzo oszukują się ci, którzy nawet nie pomyślą o pokucie za swoje grzechy, bo liczą na to, że będą żyć długo... A tymczasem ona przyjdzie jak złodziej, kiedy się jej nikt nie spodziewa i nie ma czasu na nawrócenie w ostatniej chwili.

Grzechy przeciw Duchowi Świętemu są wyjątkowo niebezpieczne, bo bezpośrednio narażają nas na utratę wiecznego zbawienia. Wszystkie prowadzą do zatwardziałości serca, a więc stanu, w którym człowiek nie jest zdolny żałować za swe grzechy albo z rozpaczy, albo z niewiary i cynizmu. Powinniśmy często prosić Boga, aby nas od tych grzechów zachował
.
(ks. Adam Martyna)




Read more: http://www.pch24.pl/grzechy-przeciw-duchowi-swietemu,3028,i.html#ixzz2juDZQjTB

ŚW. PEREGRYN - Patron chorych na raka



Peregrine (Peregryn) Laziosi urodził się w 1260 (1265?) r. w Forli, w północnych Włoszech, w zamożnej rodzinie. Podobnie jak wielu późniejszych żarliwych wyznawców i świętych, również nasz święty początkowo żył życiem dalekim od Boga, oddając się doczesnym przyjemnościom i rozrywkom. Młodzieniec zaangażował się również w działalność polityczną, występując zdecydowanie przeciwko papiestwu. A był to okres dramatycznych i krwawych konfliktów, bratobójczych walk związanych z wojną między papieżem a cesarzem o prymat w chrześcijańskim świecie. Podczas kolejnych rozruchów papież wysłał do Forli swego negocjatora, ojca Filipa Benizi (późniejszego świętego) z zadaniem pogodzenia zwaœśnionych stron. Niestety, nie dane mu było wykonać powierzonej misji. Podczas kazania, w którym nawoływał do zgody, został zakrzyczany, znieważony i wyrzucony z miasta. Zapalczywy młodzieniec Peregryn Laziosi uderzył go w twarz. Benizi spokojnie nadstawił mu drugi policzek i pomodlił się w jego intencji. Wydarzenie to zrobiło ogromne wrażenie na Peregrynie. Pokora, dobro, cierpliwość poniewieranego przez tłum, znieważonego przez niego samego Beniziego wstrząsnęły młodzieńcem i spowodowały jego przemianę. Poczuł żal i wyrzuty sumienia. Peregrynowi objawiła się Matka Boska, która poleciła mu aby udał się do Sieny i tam wstąpił do zakonu Sług Matki Bożej, zwanych też Serwitami. Należy dodać, że jednym z twórców zakonu i jego wybitnym przedstawicielem był właśnie Filip Benizi.
Po zakończeniu nauki i otrzymaniu święceń ojciec Peregryn Laziosi został skierowany do swego rodzinnego miasta - Forli. Tam z wielką gorliwością rozpoczął pracę duszpasterską. Poświęcił się jej całkowicie, w ciszy i samotności, nie siadając przez 30 lat! Miało to być pokutą za wcześniejsze życie. Jednocześnie dał się poznać jako żarliwy kaznodzieja, wspaniały mówca i wyrozumiały spowiednik. Był też fundatorem klasztoru Serwitów w Forli.
Miał już 60 lat gdy na jego nodze pojawiła się dziwna rana. Lekarze byli bezsilni. Rak powiększał się atakując coraz mocniej, uszkadzając kości. W końcu pozostało tylko jedno wyjście - amputacja. Wieczorem, w przeddzień amputacji, Peregryn dowlókł się do klasztornej kaplicy. W żarliwej modlitwie przed obrazem Ukrzyżowanego prosił o uzdrowienie. I nie zawiódł się. W nocy, we śnie, objawił mu się Pan Jezus i dotknięciem wyleczył mu nogę. Gdy rano do chorego przyszedł lekarz by go przygotować do operacji stwierdził, że noga jest całkowicie zdrowa i sprawna. Po ranie nie pozostał nawet ślad. Wydarzenie to lotem błyskawicy obiegło Forli i okolicę. Tłumy zaczęły przybywać do klasztoru wysławiając ojca Peregryna, prosząc go o modlitwę, o orędownictwo. On pozostał jednak nadal cichym i skromnym zakonnikiem, kochającym biednych, zawsze gotowym do pomocy, a jego pokora i cierpliwość sprawiły, że zaczęto nazywać go drugim Hiobem. Ojciec Peregryn Laziosi zmarł 1 maja 1345 r. w Forli. Niemal natychmiast zaczął się też rozwijać jego kult. 27. grudnia 1726 r. papież Benedykt XIII kanonizował ojca Peregryna Laziosi. Jego święto przypada 1 maja (niektóre źródła podają 30. kwietnia). Czczony jest jako patron chorych na raka. W Polsce św. Peregryn jest praktycznie zupełnie nieznany.
Modlitwy
Modlitwa do Św. Peregryna I:

 Święty Peregrynie, dałeś nam przykład do naśladowania bo jako chrześcijanin byłeś oddany miłości, jako Serwita byłeś wierny w służbie, jako pokutnik pokornie uznawałeś swój grzech, dotknięty - cierpliwie znosiłeś cierpienie. Oręduj za nami u Ojca Niebieskiego abyśmy jak Ty, oddani, pokorni i cierpliwi mogli otrzymać od Jezusa Chrystusa łaskę, o którą prosimy.

Modlitwa do Św. Peregryna II: 

O Święty Peregrynie, Ty, którego zwano "potężnym" i "cudownym pracownikiem" z powodu licznych cudów, które otrzymywałeś od Boga dla tych, którzy uciekali się do Ciebie. Przez tak wiele lat znosiłeś na swym własnym ciele chorobę rakową, która niszczy samą istotę naszego jestestwa, i który uciekłeś się do Źródła wszelkiej łaski, gdy człowiek był już bezsilny. Zostałeś wyróżniony wizją Chrystusa, który zszedł z Krzyża by Cię uzdrowić. Proś Boga i Matkę Boską o uzdrowienie dla tych chorych, których powierzamy Tobie. Wsparci w ten sposób przez Twe potężne wstawiennictwo będziemy śpiewać Bogu, teraz i na wieki, pieśń wdzięczności za Jego wielką dobroć i miłosierdzie.


Modlitwa o cud:

 Panie Jezu, stoję przed Tobą taki jaki jestem. Przepraszam za moje grzechy, żałuję za nie, proszę przebacz mi. W Twoje imię przebaczam wszystkim cokolwiek uczynili przeciwko mnie. Wyrzekam się szatana, złych duchów i ich dzieł. Oddaję się Tobie Panie Jezu całkowicie teraz i na wieki. Zapraszam Cię do mojego życia, przyjmuję Cię jako mojego Pana i Odkupiciela. Uzdrów mnie, odmień mnie, wzmocnij na ciele, duszy i umyśle. Przybądź Panie Jezu, osłoń mnie Najdroższą Krwią Twoją i napełnij Swoim Duchem Świętym. Kocham Ciebie Panie Jezu. Dzięki Ci składam. Pragnę podążać za Tobą każdego dnia w moim życiu. Amen.
 Maryjo Matko moja, Królowo Pokoju, Święty Peregrynie Patronie chorych na raka, Wszyscy Aniołowie i Święci, przyjdźcie mi ku pomocy.

 Odmawiaj tę modlitwę z wiarą, bez względu na to jak się czujesz. Kiedy dojdziesz do takiego stanu, że będziesz szczerze pojmował każde słowo całym swoim sercem, doznasz duchowej łaski. Doświadczysz obecności Jezusa i On odmieni całe twoje życie w bardzo szczególny sposób. Przekonasz się. (o. Peter Mary Rookey ,OSM)

Modlitwa przeciw złym myślom i koszmarom: 

O Panie, Jezu Chryste, ukochany mój i Wszechpotężny Boże, pełen dobroci i miłosierdzia, proszę Cię najpokorniej i z największą ufnością, na jaką moje serce zdobyć się może racz uwolnić mnie od wszystkich złych, bluźnierczych, nieczystych, napastliwych myśli. Oddal ode mnie wszelki lęk i niepokój. Wyzwól od nocnych koszmarów. Spełnij o Panie swoją obietnicę, którą dałeś Kościołowi w Wieczerniku i którą ponawiasz wobec nas podczas każdej Mszy Świętej: "Pokój Mój zostawiam wam, pokój Mój wam daję. Nie tak, jak daje Świat. Ja wam daję." Jeśli zaś w napastliwych, natrętnych myślach, które zadają mi tyle cierpień jest udział złego ducha, proszę pokornie: Ty sam Panie mój i Boże, Zbawicielu kochany, rozkaż mu by odszedł ode mnie i nie wracał więcej. Niech znajdę w Twoim Najświętszym Sercu ucieczkę, oparcie i schronienie, abym mógł wychwalać potęgę Twojego nieskończonego Miłosierdzia. Jezu ufam Tobie! Udziel mi i moim bliskim Swojego Błogosławieństwa, Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

DROGA KRZYŻOWA na podstawie myśli św. Klemensa Hofbauera


Wprowadzenie

W świętych i błogosławionych Bóg ofiaruje swojemu ludowi szczególne charyzmaty i nowe natchnienia. W nich uwidacznia się w sposób szczególniejszy Jego obecność i zbawcze działanie. Dzisiaj pragniemy uczynić św. Klemensa Hofbauera towarzyszem i przewodnikiem w naszej Drodze Krzyżowej. Rozważając mękę i cierpienie Jezusa Chrystusa w oparciu o myśli św. Klemensa chcemy wspólnie zastanowić się, w czym możemy czerpać wzór z naszego świętego współbrata, co z jego duchowości może być dla nas dzisiaj inspiracją w celu lepszego i gorliwszego przeżywania naszego powołania.

Stacja I - Pan Jezus na śmierć skazany

„Słodko jest cierpieć ze świadomością, że nie ma się sobie nic do zarzucenia” - św. Klemens Hofbauer.
Dlaczego ludzie nawzajem się oskarżają, podkopują, skazują na krzywe spojrzenia? Choć później będzie im wstyd – choć tego głośno może nie wypowiedzą i nikogo nie będą przepraszali – że zmarnowali czas i siły na czynienie zła. Spokojni – choć obolali – pozostają tylko ci pokrzywdzeni, którzy nic, albo mało wtedy mówili. Św. Paweł napisał, że cierpień, których doświadczamy na tym świecie, nie da się porównać z tym, czego doświadczymy w niebie. Ale chyba możemy dodać, że tylko wtedy, kiedy będziemy cierpieć – jak św. Klemens – „ze świadomością, że nie ma się sobie za wiele do zarzucenia”.
Panie Jezu, oskarżany i niewinnie skazany na śmierć, nie dozwól mi nikogo obrażać, oskarżać. Niech moja mowa będzie „tak-tak, nie-nie”.

Stacja II - Jezus bierze krzyż

„Pozwólmy się prowadzić Bogu, a wszystko pójdzie dobrze” - św. Klemens Hofbauer.

Nie jest łatwo brać codziennie krzyż swoich obowiązków na ramiona. Każdego ranka wstawać do pracy, uczciwie ją wykonać, nikogo w międzyczasie nie obrazić, powrócić do domu i być dobrym dla wszystkich, którzy tam oczekują mojej miłości. Nie jest to łatwe, ale możliwe. „Pozwólmy się prowadzić Bogu, a wszystko pójdzie dobrze” – przypomina nam św. Klemens. Krzyż naszego życia nie niesiemy sami. Niesie go z nami – a często za nas – cierpiący Jezus. Będzie dobrze, kiedy dodamy nasz wysiłek i pozwolimy Panu Bogu działać w nas.

Panie Jezu, dozwól mi, bym rzetelnie niósł mój codzienny krzyż razem z Tobą.


Stacja III - Pierwszy upadek

„Upadamy wyłącznie z braku ufności i wiary” - św. Klemens Hofbauer.

Czy człowiek musi grzeszyć, upadać? Czy nie piękniejsze byłoby życie bez tych ujemnych jego stron? Grzeszymy, bo często brakuje nam wiary, że możemy wytrwać w dobrym; brakuje ufności, że „jesteśmy mocniejsi od grzechu”. A jeśli już upadniemy, to nie po to, by trwać w grzechu i poniżeniu. Bóg nie doświadcza nas ponad miarę, ale zawsze przychodzi z pomocą i podaje sposób pokonania trudnych chwil. Św. Klemens mówi nam, że „Bóg nigdy nie opuszcza tych, którzy wiernie współdziałają z jego łaską”.
Panie Jezu, dopomóż mi zauważyć i przyjąć Twoją pomoc, a nade wszystko użycz mi łaski podejmowania wysiłku z mojej strony.

Stacja IV - Jezus spotyka swoją Matkę

Cieszę się, kiedy chory mieszka daleko od centrum miasta, gdyż po drodze będę mógł odmówić różaniec; mam więc czas na jego odmówienie, a nie przypominam sobie wypadku, żeby chory się nie nawrócił, kiedy w drodze do niego zdążyłem odmówić różaniec” - św. Klemens Hofbauer.
Matka zawsze jest blisko swego dziecka, przede wszystkim tego opuszczonego, biednego czy chorego. Czasami przychodzi z pomocą wyraźnie, jak podczas uczty weselnej w Kanie Galilejskiej, czasami tylko spojrzy – jak na Jezusa Cierpiącego w czasie drogi krzyżowej, a czasami pomaga poprzez modlitwę innych. Ale zawsze jest blisko swoich dzieci, bo jest „Nieustającą Pomocą”.
Maryjo, proszę Cię, wyproś mi łaskę takiego bycia z ludźmi cierpiącymi i potrzebującymi, jak Ty, tzn. abym był „nieustającą pomocą dla innych”.

Stacja V - Szymon Cyrenejczyk pomaga dźwigać krzyż

„Bóg nigdy nie opuszcza tych, którzy wierni współdziałają z jego łaską” - św. Klemens Hofbauer.

Wiemy, że powinniśmy pomagać innym ludziom. Ciągle się jednak śpieszymy, jak w ewangelicznej przypowieści o Samarytaninie: jeden z nas spieszy się do pracy, inny do kościoła. Przechodzimy obok człowieka potrzebującego. Niekiedy czekamy, aż znajdziemy czas, by komuś pomóc. A chorzy, umierający, samotni otrzymują w końcu pomoc od tych, od których najmniej się spodziewali. I tak może być zawsze, kiedy nie będę przychodził z pomocą wtedy, kiedy ktoś jej będzie potrzebował teraz: w domu, w sąsiedztwie, w pracy. Gdy będę pomagał „teraz”, to Bóg tak sprawi, że zawsze będę miał czas, bo „Bóg nigdy nie opuszcza tych, którzy współdziałają z jego łaską” – mówi św. Klemens.

Stacja VI - Św. Weronika ociera twarz Jezusowi

„Byłem ubogi, ale nigdy tak bardzo, by nie mieć niczego do dania innym” - św. Klemens Hofbauer.

Co dobrego może człowiek dać innym: pieniądze, jedzenie, czas, umiejętności... Może myślimy sobie, że nie za dużo w nas tego wszystkiego. Czymże się podzielić? Św. Klemens mówił o sobie, że za dużo nie posiadał, i tak rzeczywiście było, ale zaraz dodaje, że nigdy nie miał tak mało, by się nie podzielić czymkolwiek z innymi. Później powiedział jeszcze inne słowa: „Dawajcie, a będzie wam dane: te słowa są bliźniakami”. Na pewno i my mamy wiele do dania innym.
Panie Jezu, nie dozwól mi zamknąć się w sobie i naucz chętnie dzielić się tym, co mam z innymi ludźmi.

Stacja VII - Drugi upadek

„My pięknie umiemy mówić o cierpliwości, ale kiedy znajdziemy się w trudnej sytuacji, nie wiemy, jak się zachować” - św. Klemens Hofbauer.

W każdym upadku czujemy się upokorzeni. Wyrzucamy sobie małą wiarę, brak cierpliwości, nasz niedobry charakter. Przypominamy sobie wówczas słowa obietnic czy przyrzeczeń wypowiedzianych wobec Boga. Niestety skończyło się tylko na słowach. Dziwnie sprawdzają się w nas słowa św. Klemensa: „pięknie umiemy mówić o cierpliwości, ale kiedy znajdziemy się w trudnej sytuacji, nie wiemy, jak się zachować”.
Panie Jezu, dopomóż mi dotrzymywać słów wypowiedzianych do Ciebie i innych ludzi. Naucz mnie mówić mało i zabierać głos wtedy, kiedy trzeba.

Stacja VIII - Jezus poucza płaczące niewiasty

Chcę tylko tego, czego chce Bóg” - św. Klemens Hofbauer.
Czy niewiasty nie mogły czegoś zrobić poza głośnym płaczem? Mogły. Czasami płakać jest najłatwiej. Najłatwiej jest użalać się nad innymi, bo to nic nie kosztuje, nie wymaga zmiany mojego życia. Trudniej użalać się nad sobą. Dlatego Jezus zwraca niewiastom uwagę, że w cierpieniu nie chodzi o płacz, ale o pełnienie woli Boga. „Chcieć tego, czego chce Bóg” – przypomina św. Klemens. A czego chce ode mnie Bóg? Posłuchaj swego serca.
Panie Jezu, spraw, bym nie użalał się nad innymi i sobą, ale w swoim życiu przede wszystkim chciał i wypełniał to, czego Ty ode mnie oczekujesz.

Stacja IX - Trzeci upadek

Powinniśmy zawsze uwielbiać Bożą Opatrzność i stokroć całować rękę, która nas doświadcza: Ona umie zaleczyć rany” - św. Klemens Hofbauer.
W cierpieniu i upadkach, zwłaszcza gdy się powtarzają, trudno jest uwielbiać Boga. Raczej wtedy cisną się na usta słowa, w których zarzucamy Bogu, że nas opuścił czy pozostawił samym sobie. Dopiero później, często po wielu latach spostrzegamy, że – jak mówi św. Klemens – Bóg umie zaleczyć rany tych osób, które doświadcza. Przedziwnie wtedy zauważymy, że i upadek był nam potrzebny, by lepiej i jaśniej zrozumieć pewne sprawy.
Panie Jezu, dziękuję Ci za moje upadki, niewierności, które nauczyły mnie większej miłości do Ciebie.

Stacja X - Odarcie z szat

Kiedy człowiek pogrąża się w medytacji u stóp Ukrzyżowanego, wydaje się być zdecydowany na wszystko. Kiedy jednak Pan zechce go obdarzyć swoim krzyżem, jest niezdolny do dźwigania go” - św. Klemens Hofbauer.
Łatwo jest medytować Twoją mękę Panie Jezu. Choć wymaga to trochę czasu i wysiłku, to jej owoce są nieporównywalne z ofiarą, jaką składamy. Tutaj w kościele łatwiej nam czynić dobre postanowienia. Sprawdzają się słowa św. Klemensa, że „kiedy człowiek pogrąża się w medytacji u stóp Ukrzyżowanego, wydaje mu się, że jest gotowy na wszystko”. Tutaj rzeczywiście jesteśmy gotowi uczynić wiele dla Jezusa. Problem zaczyna się po wyjściu z kościoła. Dopiero poza nim jesteśmy obdarzani prawdziwym krzyżem.
Panie Jezu, dopomóż mi nie tylko trwać przy Tobie w kościele, ale także w ciężkich pracach domowych, w trudnych rozmowach, czy w spotkanych ludziach, którzy potrzebują mojej pomocy.

Stacja XI - Jezus przybity do krzyża

„Większe znaczenie od śmierci ma cierpienie i przybicie do krzyża razem z Jezusem” - św. Klemens Hofbauer.

Nieść krzyż, w znaczeniu wypełniania naszych codziennych obowiązków, jest ciężko. Każdy z nas czeka aż się dojdzie do swojej Golgoty. Ale tutaj czeka nas inny rodzaj cierpienia. Nie tyle iść przez życie przyjmując trudy i cierpienia, co bardziej trwać z cierpiącym i umierającym Chrystusem. Jest to – jak nazywa to św. Klemens – „przybicie do krzyża razem z Jezusem”. Wtedy też nie jest łatwo. Łatwiej czasami zapomnieć o cierpieniu, kiedy coś się robi, ma się konkretne zajęcie. Wtedy cierpimy bardziej „z Jezusem” niż „dla Jezusa”.

Panie Jezu, daj mi siłę do przyjęcia każdego cierpienia, a kiedy przyjdzie łaska cierpienia „bardziej z Tobą”, dopomóż mi w nim wytrwać.

Stacja XII - Śmierć Jezusa na krzyżu

„Zgadzamy się z losem, jaki nam zgotowała wola Boża” - św. Klemens Hofbauer.

Śmierci Bóg nie uczynił, lecz weszła przez zawiść diabła” – mówi Pismo św. Doświadczamy jej jednak wszyscy. Śmierć bliskich i kochanych osób jest szczególnie bolesna. Rzadko kiedy wówczas nie wyrywają się nam gorzkie słowa i pretensje wobec Boga. Po śmierci swego przyjaciela o. Tadeusza Hübla św. Klemens pisał, że „od momentu jego śmierci nie zaznałem chwili szczęścia”. Ale we wcześniejszych słowach miał odwagę dodać, że „chcę tylko tego, czego chce Bóg”, to znaczy, że zgadza się z losem, jaki zgotowała mu wola Boża.
Panie Jezu umierający na krzyżu, weź w opiekę tych, którym trudno pogodzić się z odejściem ich kochanych osób i dopomóż także mi przyjmować ze spokojem śmierć moich bliskich.

Stacja XIII - Jezus na rękach swej Matki

Matka zaprowadziła małego Klemensa przed krzyż i powiedziała wskazując na Ukrzyżowanego: „Od dziś On będzie twoim Ojcem. Staraj się postępować drogą, która Jemu się podoba”.
Dobra matka zawsze jest przy swoim dziecku. Zawsze jest w odpowiednim miejscu i we właściwy sposób. Uczy dziecko iść dobrą drogą życia, ukazuje Boga jako Ojca, zwraca uwagę na błędy, z niepokojem patrzy, jak wkracza w dorosłe życie, a kiedy taka jest wola Boża, staje nad grobem swego dziecka. Towarzyszy mu w jego ostatnim etapie życia.
Maryjo, prowadź nas do Ojca i módl się za nami, byśmy zawsze postępowali drogą, która się Jemu podoba.

Stacja XIV - Złożenie do grobu

Strzeżmy się grzechu, dążmy do doskonałości, to jedyna rzecz, jaką powinniśmy mieć na względzie. Dodajmy sobie odwagi i wzajemnie pobudzajmy się do czynienia dobra. Okazujmy sobie wzajemną miłość” - św. Klemens Hofbauer.
Po śmierci pozostaje po nas miłość i dobro. Kiedy stoimy nad grobem osoby kochanej, płaczemy z żalu i tęsknoty, że odszedł ktoś drogi. Zmarły zostawia jednak zawsze swój (często nie spisany) testament. Testamentem jest to, co chciałby on, abyśmy szczególnie czynili po jego śmierci. Św. Klemens na kilka dni przed śmiercią powiedział, że „tylko grzech jest nieszczęściem”. Dlatego też w ciągu swego życia św. Klemens upominał: „strzeżmy się grzechu, dążmy do doskonałości, wzajemnie pobudzajmy się do czynienia dobra i okazujmy sobie wzajemną miłość”. To jest testament św. Klemensa.
Panie Jezu, dopomóż mi walczyć z moimi grzechami i słabościami. Wesprzyj szczególnie tych, którzy potrzebują Twojej większej opieki.

Stacja XV - Zmartwychwstanie Pana Jezusa

Odwagi, Bóg jest Panem! On kieruje wszystkim dla swojej chwały i naszego dobra, i nic nie jest w stanie Mu się oprzeć”; „Wszystko mojemu Bogu na chwałę” - św. Klemens Hofbauer.
Nikt z nas nie pozostanie w grobie. Wszyscy zmartwychwstaniemy. I zmartwychwstanie z nami dobro, które uczyniliśmy na ziemi. Dobro i miłość będą naszym biletem wstępu do nieba, ponieważ są one silniejsze niż grzech. I wtedy spełnią się słowa św. Klemensa: „Odwagi! Bóg jest Panem”, gdyż On kierował wszystkim, co czyniliśmy dla Niego, dla Jego chwały i naszego dobra”. I nic, ani nikt nie był w stanie Bogu w tym przeszkodzić.
Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje zmartwychwstanie i za to, że Ty prowadzisz mnie ku zmartwychwstaniu. Dodawaj mi wytrwałości w kroczeniu drogą, którą Ty wytyczyłeś.



o. Piotr Koźlak CSsR

POLECANY POST

Modlitwa na Wniebowstąpienie Pańskie

  Modlitwa na Wniebowstąpienie Pańskie Panie Jezu Chryste, który po swoim zmartwychwstaniu wstąpiłeś do chwały Ojca, dziękujemy Ci za nadzie...