***
Ofiary za zmarłych milsze są Bogu od ofiar za żyjących; ci pierwsi bowiem są w daleko większej potrzebie, nie mogąc pomóc samym sobie, co jest w mocy żyjących.
św. Tomasz z Akwinu
Święta Matka Kościół, wyrażając jak największą troskę o zmarłych (...) postanawia, że tymże zmarłym przychodzi się z pomocą w sposób najdoskonalszy przez każdą Ofiarę Mszy Świętej.
Ojciec Święty Paweł VI
Nie podlega żadnej wątpliwości, że zmarłym przez ofiarę Mszy Świętej pomoc przynieść można; ona sprawia, że Pan Bóg z nimi postępuje bardziej miłosiernie, aniżeli przez grzechy swoje zasłużyli.
św. Augustyn z Hippony
Wspomagać dusze czyśćcowe to urzeczywistniać najdoskonalsze z dzieł miłosierdzia, a raczej dawać wyraz, w sposób najdoskonalszy, wszystkim dziełom miłosierdzia razem wziętym; to odwiedzanie chorych; to pojenie spragnionych widoku Boga; to karmienie głodnych, uwalnianie więźniów, przyodziewanie nagich, zapewnianie nieszczęsnym wygnańcom miejsca w Niebieskim Jeruzalem; to pocieszanie strapionych i pouczanie nieświadomych – mówiąc krótko, łączenie w jedno wszystkich dzieł miłosierdzia.
św. Franciszek Salezy
UBEZPIECZENIE NA ŻYCIE WIECZNE
Każdy uczciwy lekarz powie Ci, drogi Czytelniku, że lepiej zapobiegać niż leczyć. I ma rację. Warto bowiem już teraz – nie oglądając się na innych – zabezpieczyć swój pośmiertny byt. Dopóki żyjemy, możemy wiele jeszcze w tej sprawie zdziałać, jeśli natomiast umrzemy – możemy już tylko liczyć na pomoc innych.
W dawnych czasach po otwarciu testamentów wielu zmarłych dowiadywano się, że część ich pozostawionego majątku przeznaczona ma zostać na Msze Święte odprawione w ich intencji. Dobrze świadczyło to o wierze i rozsądku osoby rozstającej się z tym światem.
Świętego Jana z Avila, uznanego przez Benedykta XVI za doktora Kościoła, pytano przed śmiercią, co chciałby, aby po niej mu uczyniono. Odparł jednoznacznie: „Msze Święte, Msze Święte, Msze Święte”!
* * *
Do odprawiania pośmiertnych Mszy Świętych w swojej intencji zobowiązała św. Augustyna jego matka św. Monika. W jego "Wyznaniach" czytamy: „Ona, gdy chwila jej odejścia była już bliska, nie zatroszczyła się o to, żeby jej zwłoki spowito w całun kosztowny, ani o to, by je namaszczono wonnościami. Nie zapragnęła jakiegoś nadzwyczajnego grobowca ani tego, by ją w ziemi rodzinnej pogrzebano. Nie tego od nas żądała, lecz tylko tego, aby ją wspominano przed Twoim ołtarzem, gdzie za życia służyła Tobie dzień za dniem, bez przerwy. Wiedziała, że stamtąd udziela się świętej Ofiary, przez którą zmazany jest tekst zawierający dekrety przeciw nam wymierzone; w tej Ofierze triumfujemy nad wrogiem, który rachuje nasze grzechy i czyha na wszystko, o co mógłby nas oskarżyć, lecz żadnej nie może znaleźć skazy w Tym, przez którego zwyciężamy. Któż Jemu odda Jego krew niewinną, jaką za nas przelał? Kto Jemu zapłaci, aby Mu odebrać nas za cenę, za jaką nas odkupił? Z tą Ofiarą, z sakramentem naszego Odkupienia, służebnica Twoja związała się węzłem wiary"[65].
Święty Augustyn skwapliwie spełnił przedśmiertne polecenie matki. Choć był świadkiem jej świątobliwego życia – bo przecież to właśnie ona wymodliła jego nawrócenie – bał się, by nie zaszkodziły jakieś nieznane mu jej przewinienia.
„Przez chwilę więc, o chlubo moja i życie me, Boże mojego serca, odsunę na bok jej dobre uczynki, za które z radością składam Tobie dziękczynienie, i oto błagam Cię, abyś przebaczył grzechy mojej matki” – pisał. I modlił się gorąco do Boga: „Wysłuchaj mnie przez Tego, w którym jest uleczenie naszych ran; przez Tego, który zawisnął na krzyżu, a siedząc po Twojej prawicy, wstawia się do Ciebie za nami. Wiem, że moja matka postępowała miłosiernie i z całego serca odpuszczała winy tym, którzy wobec niej zawinili, więc i Ty odpuść jej winy, jeżeli jakiekolwiek popełniła przez tyle długich lat po sakramencie wody Zbawienia. Odpuść – błagam – odpuść jej, Panie! Nie idź z nią na sąd. Niech nad sądem góruje miłosierdzie. Bo przecież słowa Twoje są niezawodne, a miłosiernym miłosierdzie obiecałeś. Z Twojej łaski oni są miłosierni; Ty zmiłujesz się nad tym, komu będziesz miłościw, miłosierdzie okażesz temu, nad kim się ulitujesz. Wierzę, że to, o co Cię proszę, już spełniłeś, ale ofiarę ust moich przyjmij, Panie, łaskawie. (...)
Spod Twojej obrony, niechże jej nikt nie wydrze. Niech ani przemocą, ani podstępem nie zastąpi jej drogi szatan, który lwem jest i smokiem. Ona wrogowi nie odpowie, że niczego nie jest winna; bo przebiegły oskarżyciel mógłby wykazać, że skłamała i uzyskać nad nią przewagę. Odpowie, że jej grzechy odpuścił Ten, któremu nikt nie zdoła oddać tego, co On za nas – sam nic nie będąc winien – zapłacił.
Niech spoczywa ona w pokoju wraz ze swoim mężem – pierwszym mężem, po którym nie poślubiła żadnego innego mężczyzny. Służyła mu, z cierpliwości wywodząc plon dla Ciebie: bo także męża zdołała dla Ciebie pozyskać”.
Święty Augustyn liczył też bardzo na to, że losem jego matki (jak również jego ojca Patrycjusza) przejmą się czytelnicy jego dzieła:
„Natchnij, Panie, Boże mój, sługi Twoje, moich braci, tych, którzy Twoimi są synami, a moimi panami, bo służę im i głosem, i sercem, i tym pisaniem – natchnij ich, aby wszyscy, którzy to przeczytają, wspomnieli u Twego ołtarza służebnicę Twoją, Monikę, a razem z nią Patrycjusza, jej męża zmarłego na długo przed nią, poprzez których wprowadziłeś mnie do tego życia – w jaki sposób, nie wiem.
Niech z pobożnością wspomną tych, którzy byli moimi rodzicami w przemijającym świetle tego życia, a zarazem są rodzeństwem moim – w Tobie mając ojca, a matkę w Kościele katolickim – i takimi, jak ja obywatelami wiecznego Jeruzalem, do którego wzdycha Twój lud podczas całej wędrówki, od chwili wyruszenia aż do chwili powrotu. Oby jej ostatnia zwrócona do mnie prośba wypełniła się w modlitwach wielu czytelników tych wyznań obficiej, niżby się mogła wypełnić w moich tylko modlitwach”[66].
Jakże piękny i chwalebny sposób postępowania ukazali nam św. Monika i jej syn – św. Augustyn.
* * *
Ksiądz Luigi Chiavarino – ostro piętnujący i straszący wiecznymi karami tych, którzy nie uczestniczyli we Mszach Świętych sprawowanych za swoich bliskich zmarłych, nie zamawiali ich i „nie dopełniali świętego obowiązku zadość uczynienia Mszom Świętym zastrzeżonych testamentem” – przytoczył opowieść św. Leonarda z Porto Maurizio. Święty propagator drogi krzyżowej pisał o pewnym bogatym kupcu z Genui, który umarł... nie zostawiwszy żadnego zapisu na Msze Święte za swoją duszę. „Wszyscy dziwili się bardzo, jak mógł człowiek tak bogaty, pobożny i litościwy okazać się tak okrutnym względem siebie samego. Po pogrzebie znaleziono książeczkę, z której się przekonano, iż za życia jeszcze myślał o duszy swojej i o jej dobru, gdyż kazał odprawić za siebie przeszło dwa tysiące Mszy Świętych [dwieście w cudownym miejscu przed świętym obrazem, a dziesięć tysięcy zamówił na intencję sierot, którymi opiekował się za życia] i na zakończenie umieścił następujące zdanie: «Kto chce własnego dobra, niech się za życia zabezpieczy i nie ufa tym, których po swojej śmieci zostawi na ziemi»"[67].
Przyznać trzeba, mądry i rozsądny był to człowiek.
Uderzając w podobne tony, zachęcał wszystkich wiernych Marcin z Cochem: „Chcesz więc ujść mąk czyśćcowych, albo mieć je znacznie skrócone, to słuchaj pilnie i pobożnie Mszy Świętej. Rozważ, gdyby za ciężki jaki występek osądzono cię na karę; byś był pieczony na rozpalonych kratach, a dano ci do wyboru: albo wysłuchać Mszy Świętej, albo być palonym przez pół godziny, nie wolałbyś wysłuchać dwadzieścia, nawet sto Mszy Świętych, byle ujść tej okropnej męczarni? Jeżeli po śmierci nie pójdziesz prostą drogą do nieba, ale będziesz musiał cierpieć w czyśćcu, a innego środka nie ma tak pewnego dla uniknięcia czyśćca, jak pobożne słuchanie Mszy Świętej, czemu więc tak niedbały jesteś, lekkomyślnie opuszczasz Mszę Świętą, kiedy wiesz, że przez nią zgładzić albo skrócić możesz kary czyśćcowe, nie tylko półgodzinne i roczne, ale nawet kilka lat trwające"[68].
* * *
I jeszcze jedna, ale jakże ważna wskazówka, napomnienie, jakiego udzielił wiernym św. Anzelm: „Jedna Msza Święta wysłuchana lub odprawiona za duszę naszą jeszcze za życia więcej nam przyniesie korzyści, niż wiele Mszy Świętych odprawionych po śmierci"[69].
„To jednak rzeczą jest pewną, że jedna Msza Święta za życia odprawiona albo słuchana, daleko więcej pomoże i więcej kar odpłaci, jak Msza święta odprawiona za duszę człowieka po jego śmierci"[70] – nadmieniał Marcin z Cochem.
Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze: czas spędzony na ziemi jest czasem zbierania zasług; po drugie: dzięki Mszy Świętej można otrzymać łaskę lepszego rozpoznania swych grzechów i żałowania za nie; po trzecie: wartość dobrowolnej ofiary jest większa niż wartość ofiary danej za kogoś po jego śmierci. Pamiętajmy o tym!